Pierwsze miesiące... Totalne zakochanie, brak jakichkolwiek wad. Wszyscy wokół wmawiali, że kocha się wtedy, kiedy się kogoś akceptuje takim jakim jest. Gówno prawda. Nie można zaakceptować człowieka, który niszczy sam siebie. Trzeba mu pomóc. Jak najwcześniej, żeby nie było za późno. A ja jednak akceptowałam. Z perspektywy czasu patrzę na nasze pierwsze chwile z czułością, ale też jestem zła na siebie. Mogłam coś zrobić. Może to brzmi jako typowy objaw współuzależnienia, ale naprawdę mogłam. Nie czuję się winna całej sytuacji, lecz żyję z tą świadomością, że gdybym ocknęła się wcześniej, mogłoby być inaczej.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak bardzo jest mu trudno. Podejrzewam, że to co odczuwam ja to nie jest nawet połowa bólu, który dotyka go każdego dnia...
Życie z narkomanem to trudna walka. Ostatnio zastanawiałam się, co by było, gdybym miała córkę, a ona znalazłaby się w takim związku jak ja. Myślę, że nie zabraniałabym jej tej miłości, byleby ona nie wciągnęła się w to gówno. Narkomani wcale nie są brudnymi złodziejami, gwałcicielami... To normalni ludzie, z uczuciami i problemami. Problemami o wiele większymi niż osób nieuzależnionych. Dla nich każdy dzień jest sprawdzianem charakteru. Każdy pojedynczy dzień. Narkoman, który od dłuższego czasu jest czysty jest silniejszy od najsilniejszych ludzi na Ziemi, bo wygrał walkę z samym sobą. A to najgorsza i najtrudniejsza walka, jaka może spotkać człowieka.
Cały czas staram się żyć teraźniejszością, choć wciąż przypominam sobie o strachu przed przyszłością...

>.>
OdpowiedzUsuń